Ewa Świdzińska

pokaz fotografii
23 kwietnia o godzinie 19.00 w sali czarnej ACK, Radziszewskiego 16 (II piętro)



W 1993 roku w białostockiej Galerii Arsenał pokazywałam instalację pt. Papier i bawełna. Na wystawie i podczas performance, który był jej integralną częścią, panowała, jak zauważył to w swojej recenzji Andrzej Kisielewski - atmosfera domowego krzątactwa. Cztery lata temu zaczęłam intensywnie obfotografowywać siebie: skupienie, napięcie i ostra pstrykanina na wyciągnięcie dłoni. Spontanicznie dokumentowałam chwilowe, ale bardzo osobiste czynności wokół własnego ciała. Myślę, że zabiegi te, pomimo różnic, w stosunku do wcześniejszych działań, nadal pozostają mniej lub bardziej istotnym krzątactwem.

Mam blokadę związaną z przekraczaniem intymności drugiego człowieka. Przekraczam swoją. Moje zdjęcia mają charakter dziennika, do którego być może niezbędny jest autokomentarz. Ograniczenie terytorium foto-performances do metra kwadratowego własnego prześcieradła to m.in. moja reakcja na masowe artystyczne events w miejscach publicznych. Nie oznacza to, że wielokilometrowa miejska przestrzeń jest mi obojętna, traktuję ją jako istotny kontrapunkt.

W pracach używam czytelnych rekwizytów, ale zależy mi na tym, aby moje fotografie były niejednoznaczne, "trudne". Na pierwszy rzut oka można sprowadzić je do gorzkiej, dusznej zabawy, w której ważną rolę odgrywa teatralizacja i makijażowo-biżuteryjna dekoracyjność. Jeśli jednak spojrzeć na problem hedonistycznie i biologicznie w pewnym momencie muszą pojawić się egzystencjalne dylematy. Moje zdjęcia to także ostry, zmysłowy krytycyzm. Fotografując siebie powinnam czuć się jak fotoreporter, albo fotograf mody, ale to uproszczenie, w ogóle nie interesuje mnie problem fotogenii, na dalszym planie jest też jakość techniczna.

Dzięki fotografii przewartościowałam swoje spojrzenie na sztukę, łatwiej było mi w niej podjąć tematykę feministyczną. Przynajmniej do 2004 roku, performance traktuje uniwersalnie i jednocześnie bardziej rygorystycznie pod względem formalnym. Obecnie odnoszę się w nim do problemów przemijania, wolności, samotności, ale czynię to swobodniej i coraz częściej nawiązuję do aspektu feministycznego (postfeministycznego). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że formuła performance traci swoją wyjątkowość. Między innymi to właśnie owo krytyczne nastawienie do tej dziedziny spowodowało, że sięgnęłam po aparat cyfrowy.

Zdjęcia dają mi niezależność. To ja podejmuję decyzję, kiedy i gdzie je zrobię. W fotografii pociąga mnie praca cyklami, które mogę porównywać i zestawiać. Natomiast w performance zaczęło przeszkadzać mi to, co uważałam kiedyś za jego atut - wycinkowe postrzeganie mnie, czyli 10-20 minut tu i teraz, bez możliwości obejrzenia na żywo mojego poprzedniego i kolejnego performance przez tę samą publiczność. Obecnie performance i fotografię traktuję komplementarnie.

Ewa Świdzińska




Gry z własnym ciałem

Ewa Świdzińska związana jest z lubelskim środowiskiem performerów, które od początku lat 90. propaguje w Polsce i w Europie nurt sztuki post-feministycznej. Jej performances mają ujawniać uwikłania nowoczesnej kobiety w różnego rodzaju dylematy natury politycznej, społecznej, mówić o braku akceptacji i wyrażać chęć „przełamywania siebie”. Reprezentuje nurt skonceptualizowany, sięgający do prostoty środków, ale w wyrazie opierającym się na nagości, którą można by wywieść z postawy Ewy Partum. Ewa Świdzińska pragnie steatralizować niektóre swe wystąpienia. Tak zapamiętałem kilka jej występów, które widziałem w ostatnich latach.
Rzecz znamienna, autorka od kilku lat czuje się skrępowana istniejącą w polskich galeriach cenzurą, która uniemożliwia Jej realizowanie własnych pomysłów, a jednocześnie zdaje sobie sprawę z pewnego rodzaju wyczerpania formuły performance, który świadomie lub nie powtarza swe wcześniejsze dokonania. Krytyczne nastawienie do performance było jedną z przyczyn zajęcia się fotografią, ale rozumianą w nietypowy sposób. Artystka od kilku lat poszukuje nowej formuły dla swych działań. Znalazła ją w foto-performance, celowo używając prymitywnego aparatu cyfrowego, (w rozumieniu obiegowym przeznaczonym dla kobiet, mężczyźni fotografują lepszymi), dzięki któremu osiąga zamierzony efekt w postaci obrazu prywatnego i amatorskiego, nie zaś artystycznego i komercyjnego. Przyjrzymy się kilku wątkom z najnowszej twórczości artystki, która, co ciekawe, nie ma swego odpowiednika w sztuce polskiej. Bliższe analogie być może znajdą się w twórczości czeskiej i słowackiej.
Podstawowym środkiem, na jakim opiera się twórczość Świdzińskiej jest operowanie kamerą z bliskiej odległości, manipulowanie detalem ciała tak, aby pozbawić go erotycznej powabności, aby stało się, jak ma to miejsce w twórczości Barbary Kruger, „polem walki”. Walki o „poznanie siebie” i kreowanie skonceptualizowanych diagnoz”, co było także przedmiotem jej manifestu teoretycznego z 1993. Rozbieranie było jednym z głównych wątków jej performances. W fotografiach samego aktu rozbierania się już nie widzimy. Prezentowane jest jedynie roznegliżowane i zdefragmentaryzowane ciało, za pomocą, którego Świdzińska chce ukazać jak największy aspekt teraźniejszego życia, a nawet rozliczyć się dawną kulturą (Barok, 2005), która była nieautentyczna, świeciła blichtrem, a nie pokazywała prawdziwych problemów. Bardziej teatralna jest natomiast Bajeczka (2006) Przedstawia czerwony, wykwintny pantofel, który maskuje/zasłania nagie (bezbronne) ciało. Być może jest także niepisanym prywatnym – artystycznym manifestem, który odnosi się także do filmu Pedro Almodóvara Wysokie obcasy, ale jest przede wszystkim pytaniem o urodę, piękno i oczywiście erotyzm. Co jest bardziej atrakcyjne dla męskiego spojrzenia – czerwony bucik, czy nagie ciało? A może jedno i drugie? Zdjęcia pt. Biało-czerwona (2005) traktują o bliskości barw narodowych, które pojawiają się niczym podwiązki na nodze, by rywalizować, a nawet wtargnąć na kobiece ciało. Podobnie, jest z futrem, które przypomina o konsumpcyjnym stosunku do życia samych kobiet.
Inne prace Ewy Świdzińskiej pokazują, że fragmenty jej ciała, np. brzuch, nogi, poprzez przysypanie piaskiem i sadzą mogą stać się obrazem abstrakcyjnym, w którym znika lub tylko pozornie ginie erotyzm/seksualność na rzecz estetyzacji, będącej, być może, zagrożeniem także dla prawdziwego feminizmu. Bardziej ryzykowana gra ujawnia się w serii Polowanie (Futro) z 2006 r., w którym widzimy uabstrakcyjnione w geometryczny sposób ciało, początkowo zasłaniane czarnym kawałkiem futra, które jest cięte nożyczkami. Ostatecznie kawałek materii zasłania/maskuje kobiecą intymność. Futro stało się ciałem, a nawet jego protezą, czymś sztucznym, choć pozornie prawdziwym. Tak kształtuje kobiece myślenie reklama i świat masmediów.
Twórczość Ewy Świdzińskiej należy do prawdziwego polskiego feminizmu, gdyż coraz częściej mamy do czynienia z feminizowaniem lub nawet podszywaniem się feminizm, bo jest to modna tendencja w sztukach plastycznych od lat 70./80.. Prawdziwy feminizm będzie jednak radykalny, będzie poszukiwał nowych obszarów i technik, zgodzie z dialektyką nowoczesności, oraz będzie ryzykował, balansując na granicy trywialności, potoczności i zwyczajnej śmieszności. Ale innej drogi w tej sytuacji nie ma!

Krzysztof Jurecki

Powyższy tekst był publikowany w kwartalniku Exit, Nr 4(72)2007







fotografia powyżej: Ewa Świdzińska, "Bialo-czerwona", fotografia cyfrowa;
fotografia u góry strony: Ewa Świdzińska, "Noir", fotografia cyfrowa;





Ewa Świdzińska

Rocznik 1958, absolwentka Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Warszawie i Instytutu Wychowania Artystycznego w Częstochowie. Zajmuje się performance, wideo, fotografią. Prowadzi interdyscyplinarne warsztaty twórcze.