Tomasz Mróz

"Historie anormalne" - pokaz i spotkanie autorskie
w cyklu Wiosenne odświeżanie... - prezentacje młodych artystów

8 maja 2008, o godzinie 18.00 w Galerii KONT, Zana 11,



Historie anormalne

Pokaz dokumentacyjnych zapisów wideo, dotychczasowych realizacji Tomka Mroza oraz prezentacja jego szerzej nieznanej radosnej pseudomuzycznej twórczości, to sytuacja dla artysty nowa i nie do końca uświadamiania. Podobnie, jak w przypadku spontanicznie powstających prac filmowych, zapisanych jakby na penerskim marginesie, zamiana trzeciej, lubelskiej odsłony wystawy „AA” na coś w rodzaju podsumowania twórczości jest działaniem charakterystyczno-wywrotowym. Mróz wymyka się typowemu „do trzech razy sztuka” i zamienia bezpieczną adaptację gotowej pracy na nieprzewidywalne i niepróbowane tête à tête z publicznością. To zagrywka iście performerska. Konfrontowanie swojego widzenia świata, ucieleśnionego w silikonowych rzeźbach, z reakcjami odbiorców jest dla niego ważnym i ciekawym doświadczeniem, tym razem jednak decyduje się na konfrontację bezpośrednią. O alternatywnym wobec wystawy pokazie pisze tak: nigdy nie robiłem pokazu moich realizacji, więc będę miał szansę stanąć twarzą w twarz z odbiorcą i może uda się nie zostać zjedzonym, a odrobinę poważniej dodaje: pokaz ten traktuję, jako pewne zakończenie mojej dotychczasowej drogi i uchylenie lub umycie moich zamazanych okien. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić wszystkich na pokaz Tomasza Mroza i przeprosić za zmianę planu wystawienniczego, którą można traktować również jako jeszcze jedną historię anormalną.

Zbigniew Sobczuk




Silikonowe, czyli prawie jak żywe.

Wprowadzenie.
Tomka Mroza poznałem jako performera - zanim zaczął tworzyć silikonowe rzeźby. W 2002 roku w Lublinie, na dachu Akademickiego Centrum Kultury UMCS, z gaśnicą w dłoni ratowałem czterech młodych artystów, ubranych w czerwone kombinezony, którzy odpalili (dosłownie) papierową rakietę i próbowali odlecieć nią do innego, pewnie lepszego świata. Skończyło się na paru drobnych oparzeniach i być może poczuciu, że ten lepszy świat niestety trzeba tworzyć tutaj. Próba podbicia kosmosu nie powiodła się, ale nie przeszkodziło to odlotowym artystom-kosmonautom triumfalnie i z gołymi tyłkami, „odjechać” z dachu po pięćdziesięciometrowym balkonie w zupełnie wyjątkowy sposób – trzech jeźdźców pokonało ów dystans na grzbiecie wierzchowca, za którego służył im czwarty członek grupy. Chociaż PŁYTKI GROUP, bo tak nazywała się opisywana formacja, w składzie „Cebol”, „Dzindzić”, „Leon” i „Rudy” przeszła próbę ognia to nie udało jej się sprostać próbie czasu. Tomasz Cebo, Radek Szlaga, Tomasz Partyka i Tomasz Mróz osobno tworzą dziś obraz sztuki w Polsce.

Nawiązanie.
Nie wiem na ile wspomniany performance był przypadkowym działaniem wymyślonym ad hoc w pociągu relacji Poznań – Lublin, mam jednak nieodparte wrażenie, śledząc niezależne losy płytkogrupowców, że nie był to przypadkowy aliance. W ich obecnych pracach widać nadal nonkonformistyczną świeżość niemniej jednak wspartą refleksją wynikającą z doświadczeń w tłumaczeniu i oswajaniu naszej, coraz bardziej skomplikowanej i poprzerastanej, a jednocześnie coraz bardziej płytkiej w wartości, hiperrzeczywistości.

Autor.
Tomasz Mróz to artysta, dla którego charakterystyczna jest wyostrzona i wzmocniona umiejętność obserwowania świata. Realizm jego prac staje się przez to hiperrzeczywisty, przerysowany i sugestywny, prawdziwy i jednocześnie niespodziewany. Pory skóry, łój i brud w zakamarkach twarzy podkreślone w autoportrecie Chucka Closea z 1968 roku nieodmiennie wywołują oznaki obrzydzenia, pomimo naszej świadomości ciągłego i nieuniknionego ich istnienia. Prace Mroza często określane są jako hiperrealistyczne. Określenie to należy odnieść do strony znaczeniowej dzieł, potraktować je jako swoisty hiper-komentarz rzeczywistości. Czy zwrot, „tak realistyczne, że aż trudno w to uwierzyć”, właściwie określa instalacje Mroza? Artysta wychowany na rapie i horrorach w rozmowie z Michałem Lasotą zapytany o inspiracje, odpowiedział: Realizm... Widziałem ostatnio Thai-Boxing, gdzie walczył dwumetrowy mutant z kwadratową głową. Jest strasznie dużo rzeczy nierealnych na świecie i ja ich szukam. W Polsce na ulicach widzę takie twarze, że moje prace nie wydają się przy nich wcale w szczególny sposób zdeformowane. Mróz odnosi się tu głównie do polskiej mentalności, gdyż jak twierdzi w dalszej części cytowanego wywiadu został tutaj świadomie, żeby się pościerać trochę z naszą rzeczywistością. W świetle tych słów, wypowiedz Mroza, że Polska jest nieciekawa i nieinspirująca z perspektywy Berlina czy Barcelony, należy traktować w pewnym sensie jako zaprzeczenie. Z jednej strony ścieranie się z polska rzeczywistością jest dla niego wyzwaniem z drugiej strony nazywa tę rzeczywistość nudną. Zagadka tkwi chyba w Mroza podejściu do życia i sztuki, które jest rodzajem symbiozy pomiędzy pracą zarobkową wykonywaną w celu pozyskania środków na realizacje artystyczne, a twórczością odnoszącą się do agambenowskiego nagiego życia. I chociaż nie ma nic dziwnego w prowadzeniu paralelnej działalności artystycznej i zarobkowej, bo w końcu model ten powtarza wielu młodych artystów, którzy zanim zaczną funkcjonować na rynku sztuki najpierw muszą sfinansować swoje projekty, to w przypadku Mroza chodzi o coś więcej. Pracując jako robotnik fizyczny w Holandii styka się on bezpośrednio z problemami społecznymi, do których odnosi się w swojej twórczości. Obserwuje rodaków w innej rzeczywistości, gdzie kontrasty wzmagają ostrość widzenia, a kontekst zmusza do wyciągania wniosków. Jest to, więc również pole poszukiwań, inspiracji i analizy. Artysta nie przygląda się życiu z dystansu, przez szklany ekran telewizora, ale wchodzi do środka, w oko cyklonu, aby następnie wrócić do obszaru sztuki i pokazać nam, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Mróz we wspomnianym wywiadzie twierdzi, że podoba mu się sztuka społeczna, ale jej nie robi. Moim zdaniem, robi cos więcej, pokazując w groteskowy sposób przywary i zboczenia ludzi, chcąc nie chcąc, walczy o zdrowe społeczeństwo: sarkazm i moralitet, obuch i kaduceusz, dosłowność i metafora, na zmianę, raz po raz.

Dzieło.
Tomasz Mróz tworzy silikonowe rzeźby, które zestawia ze sobą w większe kompozycje oraz wzbogaca je o mechanizmy, dźwięk, obraz. Wprowadzenie motywu ruchu jest tu dążeniem do pogłębienia realizmu prac, do osiągnięcia jeszcze większej dosłowności. Artysta nie przywiązuje szczególnej uwagi do perfekcyjnego odtworzenia szczegółów, skupia się raczej na ułożeniu ciała, wyrazie twarzy, wynaturzeniu przedmiotów. Wykorzystanie silikonu daje możliwość złudzenia realności powierzchni, a jednocześnie sugestywnego ruchu – ożywienia rzeźb. Prace Mroza koncentrują na sobie uwagę, ich realizm przyciąga wizualnie, ale już po chwili zdajemy sobie sprawę, że to tylko gra wstępna. Artysta odwołuje się do atawistycznych odruchów, wywołuje uczucie obrzydzenia na granicy torsji, ale i skutecznie dręczy duszę, zmusza nas do oglądania się w jego krzywym zwierciadle, bada naszą zdolność do samooceny i uzdrowienia. Skuteczność działania zamiast estetycznej ekwilibrystyki. Warto dla kontrastu wspomnieć tutaj o pracach Patrici Piccinini, które są zupełnie „nie z tego świata", bajkowe i nieprzekonywujące – gładkie i ładne silikonowe mutanty, leniwie leżące na skórzanych pufach oraz personifikowane fikuśne i błyszczące skutery, które z powodzeniem mogłyby zagrać w bajce „Bob budowniczy”. Idąc dalej tym tropem natkniemy się na klasykę gatunku, czyli „Chłopca” Rona Muecka, który z perspektywy czasu powoduje lekki uśmiech i uświadamia, jak często sztuka staje się nadbudową rozwoju technologicznego, czerpiąc bez umiaru i zachłystując się kolejnymi wynalazkami. Rzeźby Tomasza Mroza, zarówno z powodu zbyt mocnego osadzenia w polskiej obyczajowości, ale też z powodu braku należytej poprawności nie mają szansy (jak na razie) znaleźć się w kolekcji Charlesa Saatchiego, do której w 1996 roku trafiły pierwsze prace Muecka, i pewnie już / lub niebawem znajdą się w niej rzeźby Piccinini.

AA.
Praca „AA” powstawała powoli, wręcz z namaszczeniem. Koncepcja zrodziła się w głowie artysty w 2005 roku, ale wtedy do realizacji nie doszło. Dlaczego? Tak oto w rozmowie ze mną Tomek Mróz opisuje swoje powody i motywacje: w tamtym czasie robiłem dość ciężkie rzeczy (nie twierdzę, że nadal nie robię), mam coś takiego, kiedy robię „poważny” projekt, w którym dużo myślę np. „Objawienie”, potem mam ochotę zrobić coś lżejszego, coś nad czym się nie zastanawiam zbyt wiele. Do projektu „A.A” podchodziłem właśnie w taki sposób. Chciałem w tamtym czasie zrobić cykl prac o uzależnieniach, ale odpuściłem sobie, bo miałem inne pomysły. Ostatecznie projekt został zrealizowany dopiero pod koniec 2007 roku na wystawę „Mordo ty moja…” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, gdzie praca „AA” prezentowana była w Galerii Okna.
Druga odsłona projektu odbyła się podczas wystawy „Brzuch”– zbiorowej ekspozycji sześciu artystów tworzących grupę PENERSTWO w poznańskim Starym Browarze. Charakter miejsca spowodował niewielkie, ale istotne zmiany w odbiorze idei. Praca Mroza weszła w relację z infrastrukturą techniczną i wpisała się w handlową specyfikę miejsca. Zaaranżowana scena była poddawana ciągłej rejestracji przez kamerę znajdującego się tam systemu monitorującego, a dodatkowa czarna dziura w ścianie uświadamiała kontekst, to swoiste intérieur et extérieur.
Powróćmy jednak do istoty projektu. Co wydarzyło się na kilku metrach kwadratowych zielonej wykładziny, udającej leśne runo? Pomiędzy pniakami widać bezładnie rozrzucone szyszki i liście, tu i ówdzie rośnie grzyb, a na skraju polany kopulują leśne stworki rodem z Narnii. W tej upiornej scenerii leży na wznak leśniczy lub gajowy, który w bezładnie rozrzuconych rękach trzyma kurczowo butelki po piwie. Brzuch pogrążonego w pijackim śnie bohatera porusza się nerwowo. Tuż obok, za pniakiem, klęczy Czerwony Kapturek - czerwona sukienka, biały fartuszek, na dłonie skrywające twarz niewinnie opadają blond loki. Szlocha, czy może śmieje się nerwowo? Przed nią wala się ni to szmata, ni to torba. Co zaszło pomiędzy pijanym leśniczym a Czerwonym Kapturkiem? Skończyło się na wyjedzeniu wiktuałów niesionych dla Babci? A może nasz morowy gajowy zasmakował w czymś więcej? I co też teraz mu się śni? Te i inne pytania najlepiej zadać artyście, który odpowiada: jest to moja czarna wersja przebiegu zdarzeń w bajce o czerwonym kapturku. Nie wiadomo gdzie jest wilk, co się z nim stało i co tak naprawdę zrobił, czy zgwałcił babcię, czy ją pożarł, a może nie było go wcale, i to czerwony kapturek padł ofiarą leśniczego alkoholika-pederasty. Najłagodniejsza wersja to ta, w której leśniczy po prostu upił się i nie uratował babci, tak czy inaczej na jedno wychodzi.
Leśna bajkowa polana staje się dla artysty polem eksploracji wszelkich odstępstw i anomii, jakie mogą wydarzyć się w opowieści o Czerwonym Kapturku. Wszystko jest tu przecież sztuczne, silikonowe i nieprawdziwe, a wydaje się, jak żywe, bliskie i nad wyraz prawdopodobne. Mróz bez pardonu piętnuje ludzkie przypadłości, słabości charakteru i zboczenia. Właściwie, gdyby usunąć z kadru surrealistyczne stworki, to cała scena nabiera cech iście realistycznych, dosłownych. Co zatem skrywają mroczne ostępy naszej psychiki, i jak często pojawiają się polany, gdzie nagle dzienne światło wydobywa skrywane tajemnice?

Pener.
Któż to jest pener? To pewny siebie osobnik mocno osadzony w danym rewirze, taki trochę cham, trochę spryciarz, trochę intelektualista, penetrujący swój teren, gdzie rządzi i ustala zasady. Obszar działania penera to obrzeża, margines, miejsca gdzie normalnie nie dociera się, to właściwie poza-obszar normalności. Genealogia słowa pener prowadzi nas do Poznania, to tam używane jest ono najczęściej, również za sprawą nowej formacji artystycznej PENERSTWO, w skład której wchodzą: Wojciech Bąkowski, Piotr Bosacki, Tomasz Mróz, Konrad Smoleński, Magda Starska i Radosław Szlaga. W tekście poświęconym wystawie penerów w Miejskim Centrum Kultury w Słupsku (maj 2007), Marta Kosińska trafnie i obrazowo opisała podłoże historyczno-obyczajowe powstania grupy: Penerem można być już w podstawówce. Szkolna szatnia jest penerską "domówką". Siedzi się na podłodze i podpierając zieloną lamperię, podstawia dziewczynom nogi. Ma się brudne paznokcie, pozaginane rogi książek. W pobazgranym niebieskim tuszem piórniku nosi się obgryzione, zdarte do gryfu ołówki. W jednym zeszycie do wszystkich przedmiotów, na marginesach, rysuje się zachodzące na siebie, przebijające na drugą stronę rysunki. Szubienice i swastyki. Odważne, ale na tyle niedbałe, by nie obnażyć pasji autora. Właściciele chińskich piórników i szlaczków w zeszytach, oglądając po latach prace Radka Szlagi, Tomka Mroza, Konrada Smoleńskiego, Wojtka Bąkowskiego i Piotra Bosackiego będą zmuszeni przypomnieć sobie, dlaczego przez szkolną szatnię trzeba było po prostu szybko przejść, nie odwracając głowy.
Tomasz Mróz jest pełnoprawnym penerem, jego rewirem jest obrzeże pomiędzy sztuką, a życiem – marginesy, gdzie działania artystów, często uwikłane w kontekst społeczny, demaskują i obnażają silikonowe wcielenie współczesnego człowieka.

Zbigniew Sobczuk, 3 maja 2008






Tomasz Mróz, "AA", 2007, instalacja (silikon, silnik elektryczny, sztuczna trawa, tkanina, etc), fot. dzięki uprzejmości Galerii Pies z Poznania



Tomasz Mróz, "AA", 2007, instalacja (silikon, silnik elektryczny, sztuczna trawa, tkanina, etc), fot. dzięki uprzejmości Galerii Pies z Poznania



Tomasz Mróz, "More and More" 2004-2005, instalacja (silnik elektryczny, maszyna do mielenie mięsa, taśma produkcyjna, silikon, mięso), dzięki uprzejmości Galerii Pies z Poznania



Tomasz Mróz, "Ommmmmm", 2008, instalacja (silikon, żywica epoksydowa, dźwięk, muchozol), dzięki uprzejmości Galerii Pies z Poznania



Tomasz Mróz, "Ommmmmm", 2008, instalacja, detal (silikon, żywica epoksydowa, dźwięk, muchozol), dzięki uprzejmości Galerii Pies z Poznania




Tomasz Mróz
Ur. 1979 r. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Dyplom łączony w zakresie grafiki i intermediów. Zajmuje się wideo, dźwiękiem oraz instalacjami rzeźbiarskimi.

Linki do stron z tekstami i dodatkowymi informacjami o artyście:

komentarz do pracy "AA" w tekście Piotra Bernatowicza "Nowi barbarzyńcy??", Arteon, 12.03.2008, prezentowanej na wystawie "Brzuch", grupy PENERSTWO, w Starym Browarze w Poznaniu, wystawa odbyła się w terminie: 22 lutego - 9 marca 2008, kurator Michał Lasota;

kolejny komentarz do pracy "AA" w tekście Krzysztofa Łukomskiego, internetowy Obieg, 28.03.2008, odnoszący się również do pozostałych prac prezentowanych na wystawie "Brzuch" w Poznaniu;

jeszcze jeden komentarz do pracy Tomasza Mroza "AA" umieszczony na portalu sztuka.pl;

krótki opis organizatorów wystawy "Mordo ty moja..." w CSW w Warszawie (10.10.2007), gdzie odbyła się pierwsza prezentacja pracy "AA" w Galerii Okna CSW, termin wystawy: 12 października - 4 listopada 2007, kuratorzy: Marcin Krasny i Stach Szabłowski;

wywiad Michała Lasoty z Tomkiem Mrozem, Poznań - Amsterdam, internetowy Obieg, 13.11.2007;

komentarz Marty Kosińskiej do wystawy "PENERSTWO: grupa z Poznania w Slupsku" w Miejskim Centrum Kultury w Słupsku, internetowy Obieg, 26.05.2007.




Cykl Wiosenne odświeżanie... – prezentacje młodych artystów
organizuje galeria KONT; kurator wystawy Zbigniew Sobczuk